Kołcz - część l
Cała prawda o trenerach
Możemy być samotnymi wilkami, samoukami, prosić koleżankę, żeby nam ustawiała drągi i przeszkody, albo możemy wybrać sobie kołcza. Jak go wybrać? I tutaj jest całkiem spory orzech do zgryzienia. Każdy mówi co innego, każdy poleca kogoś innego. Ile ludzi, tyle opinii.
Jeśli nie mamy sporawej wiedzy. Nie potrafimy jeszcze ocenić czyiś umiejętności trzymania końskiej kierownicy. Wybieramy ostrożnie. Z doświadczonka wiem, że najgłupsi najgłośniej krzyczą. Profesjonalista pan Zygmunt wie najlepiej, jak sterować twoją końską maszyną. Jest to taki siłobrejker. Wszystko załatwia za pomocą masy mięśniowej lub tłuszczowej. Grubym głosem oraz batem. Da niego nie istnieją słowa - " nie umiem", ,,boję się" , ,, koń nie jest w stanie". Nie zwraca uwagi na bezpieczeństwo i inne tego typu ,,mało ważne" rzeczy. Kiedy twój koń będzie odmawiał skoku, pan Zygmunt wsiądzie, wyrolkuje konia piłą mechaniczną, strzeli batem, nie raz, nie dwa i pomknie w stronę przeszkody. Nie daj Bóg to biedne zwierze wyłamie. Wtedy leci kolejna seria batolejców w tyłek. W twych oczach pojawiają się łzy a koń właśnie dostaje paranoi. Dla swojego spokoju psychicznego oraz końskiego, podaruj sobie pana Zygmunta, chociaż pokazałby Ci swoją ścianę zapełnioną flow i pełne półki pucharów.
Kolejnym kołczem, przed którym warto przestrzec, jest ,,odklepaniec". Byle odklepać ten trening. Jeśłi chcemy się czegoś jednak nauczyć, musimy od takich trzymać się jak najdalej. Panu Zygmuntowi zależałoby, żebyśmy jednak skoczyli te 1,80 na naszych chabetach, zaś w tym przypadku będzie wszystko jedno. Przychodzisz na trening, siodłasz rumaka, pozytywna energia wylewa się na wszystkie strony. W końcu idziesz. Stoi pan trener albo pani trener. Nie spoglądając na Ciebie ani przez chwilę, rzuca cicho ,,stępujemy", wracając dalej do przeglądania fejsa, albo patrzenia się w nicość. Stępujesz i stępujesz. Cisza. Niby stęp jak stęp, ale w stępie można również nauczyć się dużo rzeczy. Twój koń ledwo toczy się po placu, przysypia. Ty również. Ale w końcu ktoś rzuca ,,zacznij kłusować". Budzisz siebie, budzisz konia i z powolnego zataczania, robi się trochę szybsze zataczanie. Kłusujemy już tak od dłuższego czasu i zdążyliśmy usłyszeć kilka ,, wskazówek" jak ,,pięta w dół i palce do konia". Chryste Panie, chyba nic bardziej nie kłuje w uszy. Zmieniamy kierunek, nawet już kilka razy i słyszymy dzwoniący telefon. Oho, nasz kołcz będzie rozmawiał. Macha do Ciebie ręką na znak przejścia do stępa i porywa go wir rozmowy. Ty sobie przysypiasz ponownie, koń również i czekacie na finał. Po wyczerpaniu już wszystkich tematów z koleżanką, wraca. Już wiesz, że to czas na galop. Wydaje Ci polecenie, a Ty grzecznie je wykonujesz. Galopujesz, usłyszysz jeszcze kilka razy ,,pięta w dół" i możesz przejść do stępa. Ot cały trening. Dlatego jeśli masz ambicje, szukaj dalej. Oczywiście jeśli przetestujesz na własnej skórze kilka treningów, zawsze zdobędziesz jakieś doświadczenie. Czytaj książki, radź się innych. Zobacz z kim się najlepiej czujesz i Twój koń. Treningi sprawiają Ci satysfakcję, wiedza jest przekazywana, robisz postępy i coraz lepiej dogadujesz się ze swoim koniem. Praca z koniem to nie tylko jazda. Praca z ziemi jest również bardzo ważna. Dobry trener pokaże Ci jak poznać się z koniem i jak z nim prawidłowo pracować.
Miałam takiego Pana Zygmunta. DOSŁOWNIE ��
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że dużo szkód nie zrobił! :)
OdpowiedzUsuń